Do Wszystkich o dobrym, wrażliwym i ofiarnym sercu!
W Jaszkotlu, niedaleko Wrocławia, znajduje się ośrodek opiekuńczo-leczniczy dla dzieci niepełnosprawnych. Prowadzą go osoby świeckie i siostry zakonne. Przebywa tam około 60 dzieciaków – 30 maluchów do lat 6 i 30 starszych do lat 18. Większość dzieci została tam umieszczona przez rodziców, ale niestety większość z nich po prostu o swoich chorych dzieciach już zapomniała…
Marzeniem Dyrekcji i personelu ośrodka jest, aby osoby z zewnątrz „wybrały” sobie jakiegoś dzieciaczka i odwiedzały go, spędzały z nim czas lub zabierały go na dzień lub dwa do siebie bądź jakąś wycieczkę. Bardzo mało jest takich osób, a dzieci – nawet te starsze – bardzo spragnione są miłości, czułości, zainteresowania, ciepła i prezentów .
Wraz z moim mężem odwiedzamy Adasia – 13-latka, który porusza się na wózku inwalidzkim. Jest bardzo mądry, miły i bardzo lubi historię. Kiedy pierwszy raz odwiedziliśmy kolejne dziecko – Patrycję z zespołem Down’a, 10 lat – rzuciła się nam na szyję z radością nazywając mnie mamą, a mojego męża tatą. Jest to chyba wystarczający przykład, żeby zobaczyć, jak bardzo te dzieci potrzebują miłości.
Zwracam się z prośbą do wszystkich, którym los takich dzieci nie jest obojętny. Spróbujcie zorganizować sobie taką „wyprawę” – choć na próbę, żeby samego siebie sprawdzić, aby ofiarować coś bezinteresownie tym dzieciom. Początki są zawsze trudne, jednak zapewniam wszystkich, że warto ofiarować swój czas, swoje zmęczenie, lenistwo czy obojętność, aby zobaczyć tą dziecięcą radość w oczach tych chorych dzieci….
Nie każdy jednak może pomóc w ten sposób. Dlatego bardzo proszę o pomoc w postaci prezentów bądź pieniędzy, za które kupujemy wymarzone prezenty dla dzieciaków.
Kontak z Pawłem (daczu) bądź ze mną:
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Chciałabym zakończyć słowami przepięknej kolędy: ,, …A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez,jęku, katuszy. Bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy…”
Oraz wierszem z mojego nowego tomiku pt. NIEUSTANNIE...
W odbiciu zgubionego dnia.
W pozorach wszechwładnego zła.
W szkicach perspektyw zdeptanych.
W studni pomysłów przespanych.
W cierniach przekuwania symboli.
W dwoistości człowieczej niewoli.
W pokrętnych świata spojrzeniach.
W nurzaniu bezmyślnie w złudzeniach.
Ku Tobie nieustannie, Panie,
moje kieruję ze łzami pragnienia
w cichej nadziei spełnienia.
Bym była mądra Twoją mądrością.
Bym kochała wszystko Twoją miłością.
Bym Twoim miłosierdziem była miłosierna.
I Tobie przez wieczność cudownie wierna.
Choć wiem,
że na żadną z tych łask
nie zasługuję...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie życząc radości płynącej z pełni wykorzystania swoich możliwości w każdym dniu – Viola Setkowicz
Dla mnie wzruszający artykuł...idea bardzo szlachetna...też jestem osobą co chce pomagać dzieciom i ludziom pokrzywdzonym przez los...tu jednak troszkę bym się bała związać emocjonalnie z dzieciakami...człowiek spotyka się z dzieciakiem, zabiera ,spędza z nim czas a potem....co? zostawić, odwieźć...chyba by mi serce pękło...a nadzieja dana dziecku?...potem zabrana...moim zdaniem fajnie jak ktoś dzieciaka chce adoptować, to wówczas tworzy więzi...chociaż jeżeli to już duże dzieciaki...to można im wytłumaczyć nasze odwiedziny...Pozdrawiam Violu masz wspaniałe, dobre Serce
Dzięki Kasiu za ciepłe słowa. Nie jest tak źle z tymi odwiedzinami. Też się bałam na początku. Okazało się jednak, że odwiedziny raz w tygodniu stanowią ogromną radość dla dzieci - bo już wiedzą, że ktoś je kocha, pamięta o nich i z niecierpliwością oczekują następnej wizyty. I to jest fajne... Pozdrawiam Cię ciepło w te mroźne dni :-)
Gość
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
3. 07-02-2010 14:34
To ja zadam pytanie dlaczego Wrocław jest tak daleko od Krakowa...
Mało jest takich ludzi jak Wy..Ale jeśli jest ich tak mało, to z pewnością mają wielkie serca..
Nauczyłam się nie planować..nie obiecywać ale wiem jedno..wiem gdzie się wybiorę...
Dziękuję za to tchnienie, że warto być dla kogoś....